Banner Top
Log In

Branżę ma reformować państwo

Rentowność górnictwa, ze względu na jego specyfikę i uwarunkowania, musi być rozważana w skali całej branży – uważa dr WOJCIECH BŁASIAK, ekonomista, socjolog, politolog, b. poseł II kadencji Sejmu.

Jest pan autorem raportu „Jak niszczono górnictwo węgla kamiennego w III RP”. Jak postrzega pan teraźniejszość branży?
Do przeszłości nawiążę, bo muszę, bo to, co jest dziś, jest w znacznej mierze pokłosiem tego, co było przed laty. Powtórzę więc: górnictwo w III RP było niszczone świadomie, tak ekonomicznie, jak i technicznie. Dziś branżę można porównać do pacjenta w ciężkim stanie podłączonego do kroplówki. Gdyby mu się ją odłączyło, to szybko umarłby. Z górnictwa wypompowano dziesiątki miliardów złotych, które powinny iść na inwestycje, na przygotowanie nowych złóż. Skutkiem takiej polityki jest to, że państwo, które ma 80 proc. zasobów węgla kamiennego Unii Europejskiej, jest jego importerem netto. Czy to jest normalne? Czy normalne jest, że kopalnię węgla koksującego Kaczyce zamyka się, wysadza się szyb w powietrze, a teraz udostępniliśmy koncesję na wydobycie czeskiej firmie?

Co pan by uczynił, będąc na miejscu ministra odpowiedzialnego za górnictwo?
Zacząłbym od głębokiej reorganizacji całej branży. Stworzyłbym dwie grupy wydobywcze: węgla koksującego i węgla energetycznego. Rentowność górnictwa, ze względu na jego specyfikę i uwarunkowania, musi być rozważana w skali całej branży. Tego nie można robić w stosunku do poszczególnych kopalń, bo one mają różne okresy życia, a teraz właśnie tak to się dzieje. Przykład: kopalnia Brzeszcze. Duże pokłady, perspektywiczne, ale przytrafił się w niej pożar i wyliczono, że już nie jest rentowna, więc trzeba ją zamknąć. Nie może być tak, że gdy pojawiają się ujemne wyniki finansowe, to kopalnia nadaje się tylko do zamknięcia. To znaczy, że gdy w kopalni wydarzy się katastrofa podobnych rozmiarów, to kopalnię trzeba zamknąć? Nie. Ona w ramach większego organizmu nadal może funkcjonować i dochodzić do siebie, a nie być bezpowrotnie kasowaną.

Mamy więc dwie grupy górnicze. I co dalej?
Tak, to po pierwsze. Po drugie: dochodzi do całkowitej konsolidacji procesu od wydobycia węgla i jego finansowania po dystrybucję i handel. Nie może być tak, że my wydobywamy węgiel i – ekonomicznie rzecz biorąc – dołujemy, a ktoś inny zarabia na węglu i ma się dobrze albo i bardzo dobrze. Należy cały łańcuch spiąć i skoncentrować w jednym ośrodku. Po trzecie: konieczne jest obniżenie kosztów finansowania górnictwa poprzez stworzenie własnego banku górniczego.

Kto miałby go stworzyć?
Państwo. Ono musi przynajmniej w części wyłożyć kapitał. Jeżeli prawdą jest, że górnictwo odprowadza do budżetu rocznie 7,5 mld zł, a banki dwa miliardy z kawałkiem, to chyba coś tu nie jest w porządku? Trzeba byłoby wiedzieć, jakie jest obciążenie finansowe górnictwa w stosunku do pozostałych działów gospodarki. Wynik finansowy, nawet negatywny, jest tylko punktem wyjścia do analizy ekonomicznej, bo ekonomia jest nauką. Zadaniem ekonomisty jest zbadać stan rzeczy i stwierdzić, co trzeba zrobić, by było inaczej. Działania sprowadzające się do tego, że coś tam się zamknie, coś się gdzie indziej przymknie, nie prowadzą do uzdrowienia sytuacji w branży, tylko – w końcowym rozrachunku – nawet do jej likwidacji. Nie brakuje ekonomistów twierdzących, że drogą do uzyskania rentowności jest obniżenie kosztów, przede wszystkim płacowych. Owszem, trzeba obniżać koszty, tylko że zacząć należy od kosztów finansowania górnictwa, a nie cięcia płac! Po słowach, nielegalnie zarejestrowanych w pewnej restauracji, ówczesnej wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej o poziomie kadr menedżerskich w górnictwie, a i bez tej opinii również, jestem przekonany, że konieczna byłaby także wymiana kadr. Jak najszybciej należałoby ustalić cenę parytetową węgla. To potencjalna cena węgla importowanego do Polski, którą płaciliby krajowi odbiorcy, gdyby zaprzestano własnego wydobycia. Górnictwo w III RP zawsze sprzedawało węgiel znacznie poniżej ceny parytetowej.

I co z tego wynika?
Państwo musi wyznaczyć kierunek: albo bazujemy na własnym wydobyciu i czynimy wszystko, by uzyskać rentowność, nawet na początku dopłacając do interesu. Albo też zostawiamy branżę samą sobie, ona kurczy się, a państwo opiera się na imporcie, a nie własnych zasobach. W pewnym sensie jesteśmy na początku drogi ku wariantowi numer 2, bo od 2008 r. jesteśmy importerem węgla netto i nadal państwo jednoznacznie nie stwierdziło, że będzie się opierać na krajowej produkcji. I to jest wynik polityki prowadzonej przez ostatnie ćwierć wieku.

Są głosy, że jedyne, co może uzdrowić górnictwo, to jego prywatyzacja. Pan pewnie nie podziela tej opinii.
Oczywiście, że nie. Branżę ma reformować państwo. Problem w tym, że dotychczas każdy rząd jakoś nie garnął się do tego. Przetrwamy cztery lata, ktoś po nas tym się zajmie. I dzieje się, jak się dzieje, wypadają co jakiś czas kopalnie z tego łańcucha. I jak tak dalej pójdzie, to co zostanie z tego polskiego górnictwa? Te kilka kopalń pewnie sprywatyzują… Zatem w całości nie chodzi o myślenie na poziomie spółek węglowych, ale wyżej – na poziomie państwa. Pamiętajmy o tym, że kryzys w górnictwie to nie tylko problem ekonomiczny, ale również polityczny.

Warsaw

Banner 468 x 60 px